Głębia ciemności.
Ktoś zabudował niebo szarością. Upchał gdzieś słońce po drugiej stronie horyzontu i uparcie je tam więzi. Wszystkiemu winien zwrotnik. Obojętnie czy Raka czy Koziorożca, obydwa winne, bo każą się słońcu miotać od jednego do drugiego jakby nie mogło normalnie i cały czas tak samo sterczeć na niebie tam gdzie je się widzi, kiedy zachowuje się przyzwoicie. Że wiosny by nie było i jesieni? I nawet zimy? No i kto by płakał, na pewno nie ja.
Do tego jeszcze godziny zachowują się równie idiotycznie, ale to już sprawka ludzi. Na co komu czas letni i zimowy? Czas jest jeden i nie trzeba go ruszać, to stała fizyczna, którą zamknęliśmy w jednostkach i tam sobie siedzi, drwiąc z naszych "przestawionych" zegarków. W efekcie sami jesteśmy przestawieni i o piątej po południu totalnie głupiejemy ziewając na cztery świata strony i szukając wyrka.
Siedzę pod lampami. Udaję, że to promiennik z naszego układu planetarnego (bo szczerze mówiąc, myślę, że pochłonęła go czarna dziura) i se dłubię, żeby nie zasnąć z kurami. O przepraszam! Z kotami, które o tej porze roku za jedyną gwiazdę dnia uważają własne miski i niech one nie ważą się być puste! He, he spasły się grubsony dwa i nieustannie mnie terroryzują całkiem zdatnie udawanym wrzaskiem głodowym. Ulegam trochę, bo one też są z Egiptu tak jak ja, więc im ciągle zimno. Sama nie zjem, a kotom dam. To dobrze mi robi na linię o tej porze.
I jak siedzę, to się obkładam. Książkami, filmami, kocami, kotami, Panem Gryzoniem, i ogólnie wszystkim co jest dostępne. Pierdołami też się obkładam, głównie, żeby nie zapaść w sen zimowy. Dłubię. I dziubię. Sweter na przykład (debil AI, czyli Al wg Pana Gryzonia, żle mi wyliczył ilość oczek w swetrze, więc robię jeszcze raz, bo nie mam w pasie 150 cm!!!)
Albo szyję. I jakoś do stycznia przeżyję! Tak sobie co roku postanawiam i na razie się udaje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz