Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gretkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gretkowska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 listopada 2013

4/11/13

Przeczytałam kolejna Gretkowską. No cóż, ciśnie mi się pod palce stwierdzenie, że na starość traci się hardość i niewyparzony język. No ale nie wiem czy Gretkowska uważa się za starą, wyczułam natomiast strach przed starością, nie tyle strach bohaterki powieści co być może autorki... Historia "Agenta" rozgrywa się w dwóch krajach równolegle. Zycie równoległe mimo starannego maskowania wysącza się jedno spod drugiego zupełnie niechcący - tak to już bywa, że nie jesteśmy w stanie idealnie się kamuflować i kręcić na dwa fronty. Na starość. Na starość męską zwłaszcza, kiedy większość facetów nie jest drobiazgowa, pedantyczna i pamiętająca o niuansach. Zdrada stanu, jakiegokolwiek, wychodzi mimochodem - biada kobietom spostrzegawczym, bo to one odkrywają, że są zdradzane. Element męski w tej rozgrywce niefrasobliwie kocha dwie kobiety naraz, bo przecież tak też można....

Czy "Agent" mnie rozczarował? Nie, chociaż zaskoczył brakiem " odmiennej estetyki" jak to ujmują niektórzy. Łagodna wersja zbliżeń erotycznych może zawieść miłośnika typowych dla Gretkowskiej "scen". Mnie książka wydała się mało soczysta w sensie emocjonalnym. Odebrałam ją głównie w aspekcie strachu przed starzeniem się, ale może o to chodziło?



A ponieważ Boże Narodzenie już tuż tuż, to w ręce me sama wskoczyła "Szopka" Zośki Papużanki.


Nawet nie miałam pojęcia, że istnieje jakaś Zośka, która pisze. Która pisze rewelacyjne!!! Sama historia już kiedyś była. Matka choleryczka, ojciec idzie na Kopiec, Tomaszek, który jest Maciusiem daje czadu a z boku stoi Zosia samosia czyli młodsza siostra, która chcąc nie chcąc musi dbać sama o siebie. To nie historia wciąga w czytanie a język jakim jest dokonana. Poraziła mnie mieszanka, która jest jak koktajl Mołotowa, niezwykle zapalna - odpala cały skład fajerwerków emocji. Jakże to wszystko współgra z charakterami przedstawionymi w powieści, jak wiernie oddaje ich obraz poprzez wypowiedzi - normalnie słyszysz gderanie matki, milczenie ojca, cichą akceptację niesprawiedliwości Wandzi i sobiepaństwo Maciusia. Niby wszystko było, ale w tej książce jest od nowa i to zupełnie inną jakością od dzieł poprzednich o tej samej tematyce. Życzę autorce kolejnych tak udanych pozycji na przyszłość, wierzę, że nie zdubluje stylu a zaskoczy czymś prostym ale bardzo odkrywczym.







Chłopcy bardzo chcieli do kina. Historia chłopca, który po wypadku doszedł na dwa bieguny bardzo ożywiła ich wyobraźnię.  Houdini poszedł z dwoma pannami a my wzięliśmy Kołka. Puchaty odmówił kina po  obejrzeniu "Chłopca w piżamie" stracił zapał, nie lubi historii zbyt prawdziwych. Jego wola, pewnie poleci na "Hobbita".


Po projekcji chłopcy byli częściowo zawiedzeni. Podejrzewam, że chcieli filmu o wyprawie w ciężkich warunkach a dostali dramat. Nie wiem jak Houdini reagował (bo siedział osobno) ale Kołek przeżywał bardzo tragedie rodzinne. Niezbyt rozumiał pewnie wątek poczucia winy ale za to doskonale widział możliwe tragiczne efekty nieposłuszeństwa względem rodziców. Mnie film bardzo ścisnął za gardło, niezbyt trzeba się wysilać w przypadku matek o taki efekt. Każda z nas ma wyobraźnię, która uruchamia się na dźwięk sygnału karetki. Wiemy co może się stać a poczucie bezsilności w przypadku nieszczęścia i cierpienia, które dotyka własne dziecko jest przerażająca...


Adam traci świat w sensie dosłownym. I bynajmniej nie chodzi tu tylko o stratę najbliższej osoby, którą jest ojciec, chodzi o  punktu oparcia jaki ojciec stwarzał Adamowi. Choroba Aspargera zdaje się być łatwiejsza do zniesienia jeśli jest ktoś kto tworzy choremu taki punkt. Adam żyje z pozoru tak samo. Pomaga mu przyjaciel. Nowa lokatorka wchodzi w życie Adama mimo, że ten niezbyt tego pragnie. Początkowo wystraszona jego dziwnym zachowaniem Beth odkrywa w Adamie coś szczególnego, coś co pozwala się jej pozbierać po poprzednim związku. To coś zaczyna kiełkować uczuciem ale Beth ma świadomość, że to nie jest tym czego ona pragnie. Adam musi stawić czoła ważnym wyborom. Musi zrobić to sam, co przeraża go, doprowadza do szału i paraliżuje. Niesamowitym wysiłkiem woli postanawia ruszyć w swoją nową drogę.  Zwycięstwo nad słabością płynącą z choroby jest dla Adama bardzo ważnym zwrotem w życiu. Film wart obejrzenia.



Maria Antonina - dziewczynka wyrwana z domu rodzinnego, przewieziona w inny świat i pozbawiona wszystkiego co do tej pory stanowiło dla niej sens istnienia. Posłuszna w wykonywaniu woli rodziców i służbie narodowi (sama  za bardzo nie wie  któremu, austriackiemu czy francuskiemu) znajduje się w pustce dworskiej etykiety, której zasady wydają się jej niezgodne z niczym co do tej pory znała. Dziewczynka w czasie oczekiwania na zbliżenie się małżonka zabija nudę jedzeniem słodyczy, strojeniem się, plotkami i balami. Dziwna Austriaczka powoli staje się hazardzistką, lekką rączką przepuszczającą majątek Francji. Bycie matką nie zmienia nic w jej życiu, bo dzieci są jej natychmiast odbierane, razem z mężem stanowili parę monarszą niezbyt rozgarniętą w polityce ani w zasadach rządzenia krajem. Mimo przepychu wnętrz, dekoracji, strojów itd. w filmie unosi się samotność...




Przekonywująca wersja Kuby Rozpruwacza w doborowej obsadzie. Ponieważ wyrosłam na kryminałach C. Doyle'a z tamtej epoki to pozostał mi niezwykły sentyment do  ostatnich lat XIX w.


Bugajski ma słabość do obsadzania Gajosa w charakterze negatywnego bohatera - jak negatywny, to w jaki sposób bohater? ;P Do Gajosa mam absolutną słabość, która ciągnie się od Janka z Czterech pancernych. Zdecydowanie wolę jego kreacje wieku dojrzałego. Ot choćby z "Przesłuchania" czy "Żółtego szalika". W "Przesłuchaniu" zszokował mnie wielce udanym przekazem nienawiści i ślepej wiary w słuszność idei, w "Szaliku" genialnie oddał fizyczny i psychiczny obraz alkoholika. "Układ zamknięty" pokazuje skorumpowany świat III RP. Nie byłabym taka pewna czy tymi złymi są tylko i jedynie ci "czerwoni" z poprzedniej epoki. Zło w człowieku nie jest zależne od przynależności do jakichkolwiek organizacji, ono po prostu jest. Hodowane latami przez prokuratora Kostrzewę nienawistne i zawistne pobudki podsycają apetyt na pieniądze i władzę. Idzie po trupach do celu, bo dlaczego nie, skoro tyle lat robi to bezkarnie. No właśnie bezkarnie... Konkluzja: lepiej być biednym, siedzieć cicho na dupie, niczego nie dokonać a już broń boże nie starać się w życiu o sukces własnego przedsiębiorstwa, bo jutro mogą przyjść po ciebie, żeby położyć rękę na twoich pieniądzach...

środa, 23 października 2013

Literatura polska.

Dlaczego w niej gustuję? Bo nie piszą mi o jakichś Mary i John'ach, nie prowadzą mnie przez urocze zakątki Toskanii, nie opowiadają o smakach ośmiornicy z grilla czy wina a casa ale wiodą przez mój kraj i moje realia - choćby nawet odległe i znane tylko z opowieści sprzed/po wojny. Lubię zatapiać się w tym co mi znane, rozgryzać dokładnej smak polskości i nad nim się zadumać. Nie wyklucza to literatury obcej, którą także czytam, ale zdecydowanie lepiej się czuję w polskim sosie, którego różny smak degustuję z różnym odbiorem.

Wybrałam sobie ostatnio dwie pozycje. Zupełnie różne. Gretkowską, bo wiedziałam już gdzie stoi w bibliotece ;D I Pilcha, bo okazał się być odstawiony na półkę ze starociami a książka z 2013 roku.



Recenzję tej książki przeczytałam wieki temu. Że Gretkowska majstersztyk a Pietucha blado. Że Manuela klasa a Piotr przeciętność. No cóż mam swoje zdanie. Owszem część Gretkowskiej jest dosadna z momentami obsceniczności jak dla delikatnego odbiorcy, którym niestety nie jestem. Historia Ewy, która wcina się trójkątem Wenery w niespójny ale stabilny i wygodny związek dużo starszego malarza i jego wieloletniej partnerki. Ewa spadła z drzewa, spadła na kamyczki, pobiła se cycki - taki koniec - obolała dusza bo malarzowi rodzi się dziecko, którego matką nie jest pramatka.
Druga część także trójkątna. Też z przypadku, zrządzenia losu czy impulsu, którym kierowany jest dojrzały facet żonaty-dzieciaty. Wydaje mi się, że Pietucha przeniósł na karty częściowy ciężar własnej winy, który pewnie czuł rozstając się z poprzednią partnerką, z którą ma tak  jak bohater powieści dwóch synów. Może i była ta część przewidywalna, ale świetnie pokazała, że do zdrady nie trzeba popsutego związku, nie musi być zwalania winy "bo on, bo ona" - wystarczy moment w czasoprzestrzeni i lekkie zmatowienie stałego związku. Pietucha mnie wzruszył, naprawdę, do łez. A ponieważ wcześniej czytałam "Europejkę" Gretkowskiej, to automatycznie znalazłam wiele połączeń między tymi dwoma formami pamiętnika i powieści. "Europejka" była pisana równolegle ze "Scenami" i cieszyło mnie znajdowanie korelacji takich jak choćby nowe perfumy Ewy :)



Sigła - Wisła, cudna i obfitująca w prawdziwy kalejdoskop postaci miejscowość. Pilch opowiada jak mało kto, jak moja babka lecz przy większej ilości odgałęźników, odnośników, dygresji, detalicznych spraw a bogato i suto tak jak to drzewiej bywały szlacheckie stoły zastawione. Nie czytałam tej książki szybko. Szkoda mi było! Dawkowałam cienką stróżką by starczyła mi na jak największa ilość wieczorów. Cedziłam po kilka/kilkanaście kartek żałując, że to i tak za szybko, zbyt pochopnie a potem będzie żal. I był, chociaż historia zaginionej Oli tak naprawdę była jedynie pretekstem do snucia siglańskiej opowieści, to pięknie zbudował Jerzy tym pretekstem nastrój niepokoju i podejrzeń. Czytając, chciało mi się z książką lecieć pieszo do Wisły i wdrapać się na Czantorię by z jej szczytu czytając bacznie obserwować okolice, bo nuż wyszedłby z fary Pastor Mrak albo cudotwórca Fryc Moitschek pocztowy doręczyciel... ech chciałaby dusza do nieba, raju, ale póki co musi zrozumieć że życie nie wieczne ;)



A trzecią przeczytałam do spółki z czwartą troszkę wcześniej. Ta akurat nie o Polsce, nie o Polakach ale napisana przez Polkę :) Z tyłu notatka od autorki "piszę powieść jakbym sobie opowiadała bajkę" czy jakoś tak. Faktycznie opowieść ma fantastyczne wstawki, frapujące i nieoczekiwane sytuacje. Jak Pilch twierdzi w "Demonach" - w Boga samego nie da się rady wierzyć, można wierzyć w słowo boże, jeszcze łatwiej wierzyć w księgę, ale w Boga nie sposób". Tokarczuk wysyła swoich bohaterów w podróż do miejsca gdzie Księga jest przechowywana.. Idąc wedle wskazówek tajnej i niezbyt jasnej mapy podróżnicy w końcu docierają do punktu przeznaczenia, ale czy docierają tam ci, którym najbardziej na tym zależało? To już przeczytajcie sami. Piękna bajka dla dorosłych :)



Cały czas powieści, to chwila oddzielająca głównego bohatera od śmierci w wypadku samochodowym. Czyli tak zwany "film zycia" przelatujący podobno w takich przypadkach przez głowę (osobiście doświadczyłam zupełnie czegoś innego w podobnym, krytycznym momencie życia). I jemu tez przelatuje całe życie. Swoje i rodziców, szczegółowo i wiernie oddane realia czasów komunistycznej Polski. I lawirowanie pomiędzy dogodnościami życiowymi. Być jak chorągiewką na wietrze, to porównanie celnie oddaje charakter głównego bohatera, który powiela schemat życia ojca o czym z zaskoczeniem przekonuje go wspomnienie pogrzebu. Nie jestem pewna czy ludziom film życia tak szczegółowo przesuwa się przed oczami, ale podobno nasz mózg ma nieograniczone możliwości. W każdym razie książka jest ciekawym przekrojem czasów minionych.