Grubcio chodził całe święta nadęty, po tym jak juz ozdrowiał na tyle by wstać.
- Lidio, matko moja, ty jesteś jak zdrowie
Ja będę cię kochać, niech mi tylko matka powie...
Po co ja się mam tego w ogóle uczyć na pamięć???!!!
- Synu, inwokacja jest wstępem do wielkiego dzieła. Ty wiesz jaką trzeba mieć łeb, żeby tyle rymów i to pisanych trzynastogłoskowcem spłodzić?! Próbowałam go oczarować umiejętnościami mistrza Adama a na koniec dodałam: Ja się też musiałam tego uczyć, to czemu ty masz mieć lepiej?
- Sprawdziłem, w jednej linijce jest czternaście głosek! I zamachał mi wiekopomnym dziełem przed nosem.
- Oj tam, oj tam, większość ma po 13.
- Ale Litwa nie jest już ojczyzną zadnego Polaka. Co mnie tam jakieś unie sprzed lat interesują.
- No nie wiem, on miał pecha, że się urodził na tym skrawku, który nam zabrali i jeszcze do niego tęsknił.
- Ale mamo, przecież, to w ogóle sensu nie ma i kupy się nie trzyma...
- Alez oczywiście, że się trzyma!
- Nie, bo on tu jakieś nawiasy postawił, o co chodzi z tym umieraniem?
- Nawiązał do swojego kiepskiego stanu zdrowia, które diametralnie się zmieniło po modlitwie i oddaniu go w opiekę Matce Boskiej.
- No dobra, ale reszta to juz zupełnie jakieś brednie.
- Bo co?
- Bo tam jest wyrażenie nieformalne i obrażliwe!
- Jakie???
- Pała. No przecież nie będę deklamował o jakichś pałach!
- Pała jako czasownik, płonie, świeci, jaśnieje ;DDD
- Ale ten świerzop to mi się tylko ze świerzbem kojarzy..
- To roślina o żółtych kwiatkach, a gryka ma białe kwiatki, to takie małe pnącze polne. Uprzedziłam kolejne "zażalenia" na słownictwo użyte przez mistrza.
W końcu zmęczona tymi dywagacjami włączyłam youtube, by znależć prawidłowo brzmiącą deklamację, bo co jak co, ja sama nie znoszę recytowania czegokolwiek.
https://www.youtube.com/watch?v=N9Hq4Ls4qVU Kolbergera znalazłam z filmu, niestety z brakiem 4 ostatnich wersów, o tym świerzbie i pale :)
Potem znalazłam wersję, która niezmiernie mi się spodobała i jużem oczyma wyobrażni widziała pierworodnego mojego stojącego przed panią M (nomen omen nazwisko Adama) i rytmicznie zarzucającego długim włosiem w rytm tegoż utworu
https://www.youtube.com/watch?v=oYEjnjS95xg i o małom się wizją ową nie kopyrtnęła z siedziska. Syn orzekł, że pani mogłaby takiej wersji nie przeżyć ponieważ jest polonistką ortodoksyjną i starozakonną na domiar wszystkiego, co rusz profesora Miodka cytujacą.
Ale najbardziej podobała mi się recytacja Krzysztofa Globisza
https://www.youtube.com/watch?v=rCq9Tw6DOZw
- Nie, o nie! Tak nie będę deklamował, bo się cała klasa będzie ze mnie lała!
- Ale pani M aż kolana zmiękną i dostaniesz szóstkę.
- Nie będę osła robił z siebie dla tej szóstki.
Stanęło na wersji ala Kolberger i synek chodził z cudem odzyskaną mp3 i mruczał pod nosem owe wersy. Dostał +4 co i tak wywołało nasze zadowolenie.
A ja sobie przypomniałam, że nigdy na pamięć nie uczyłam się inwokacji z Pana Tadeusza. Nasza polonistka pozwoliła nam nauczyć się także epilogu, co kto wolał. Wykoncypowałam sobie, że wszystka uczyć się będą poczatku, który owa pani ma wykuty na blaszkę a nikt nie sięgnie po epilog, więc nauczyłam się tegoż tak piatę przez dziesiąte i czegom zapomniała w trakcie recytowania, to kalwaryjskim rymem zastąpiłam na tyle sprawnie, że polonistce zdawało się ino, że to echo grało i dostałam +4 :DDD
Dodam tylko tyle, gwoli uczciwości, że dzieło Adama przeczytałam bez przymusu od deski do deski i jako lekturę lat szkolnych wspominam jako jedną z przyjemniejszych :)