czwartek, 8 listopada 2012

Kościół żółw.

Ach, czego to ludzie nie wymyślą. Jedziemy sobie przez piękną alpejską krainę gdy nagle nas informują, że oto zbliżamy się do kościoła -żółwia.  Ja bym polemizowała z tym porównaniem, aczkolwiek konstrukcję ma faktycznie jakąś taką garbatą.

Ale zaczęło się od gasthofu tuż przy parkingu w miejscowości Wies. Jak większość bawarskich zajazdów czy gościńców prezentuje iście pałacowe malunki dookoła drzwi i okien. Dekoracje są po prostu malowane na tynku z iście drobiazgowym zacięciem co do krągłości linii i tonacją półcieni. Osobiście nie przepadam za takim rodzajem  "póżnego rokokoka" ale w Bawarii tak już mają z tym pałacowym podejściem do struktury tynku ;)



Przeszedłszy kilka kroków natykamy się na przydrożną kapliczkę, którą ignoruje większość turystów pędząca do celu z mapką lub za przewodnikiem.


 
Ale cóż mi tam szkodzi zahaczyć i wejść do środka?

 
Kapliczka ciasna ale w środku stało kilka ławeczek.
 
 
Vis a vis kościoła kolejna kafejka z restauracją, nieco ospała i zamknięta, bo godzina wczesna była a i ruch turystyczny wyrażnie już stracił zapał letnich wakacji.

 
Wejście, no takie zwykłe, drzwi ćwiekami metalowymi nabite, liście klonu na stopniach.


Z tego punktu niezbyt widać żółwi wygląd zewnętrzny kościoła, ale za to było piękne światło i całkiem zielona jeszcze trawa pastwiska. Ten wygląd kościół zawdzięcza głównej nawie zbudowanej na planie owalu i "doczepionej" do niego dzwonnicy na wschodnim kraju, że niby żółw wyciągnął głowę ze skorupy ;)


A w środku światło i jeszcze raz światło niezatrzymywane przez żadne witraże rozpływało się po autentycznych rokokowych formach zdobniczych. Nie sądziłam, że ten gatunek może się tak wspaniale prezentować... mea culpa.

 
Architekt Zimmermann i jego brat sztukator naprawdę dołożyli wszelkich starań by kościół nie wyglądał ciężko i nie przytłaczał nadmiarem zdobień. Ich dzieło stanęło w przeciągu lat 1745–54.


Owalne sklepienie zdobione perspektywicznym freskiem wydaje się unosić  do nieba tego ponad dachem. Chowa się za nim tajemnica zawieszenia lotów odrzutowców w tym rejonie. Podczas prac konserwatorskich dostrzeżono, że sklepienie silnie reaguje na higroskopijność, zalegający na dachu śnieg i na fale dżwiękowe powodujące wibracje zagrażające zawaleniem, bo sufit jest płaski a ma  sporą powierzchnię, która tak reaguje.

Niedorzeczna i staszna wydaje się być myśl o zburzeniu tego cacka a jednak w postępującej sekularyzacji Niemiec kościół miał  być zburzony na początku XIX wieku. Na szczęście nie doszło do tego wandalizmu i przetrwał  on aż do dziś i zasłużenie został wpisany na listę UNESCO.

 
Z figurą Crystusa spętanego łańcuchami wiąże się kult mający początek w objawieniu. Maria Lori, mała dziewczynka, zobaczyła w roku 1738 łzy płynące po twarzy biczowanego Jezusa. Po zwierzeniu się miejscowemu prałatowi z tego widzenia rozpoczął się kult pielgrzymkowy. Za domem Marii zbudowano małą kapliczkę (tą, do której weszłam) a potem zaczęto wznosić kościół, bo kapliczka nie mieściła przybywających tłumów (po prawdzie na siłę można tam upchać pewnie z 40 osób jak śledzie).

 
I jak wielbię gotyk za prostotę, strzelistość i oszczędność w zdobieniach, tak muszę przyznać, że w tym kościele nie mogłam oderwać oczu od sztukaterii.  Nie wiedziałam gdzie skierować aparat, bo wszystko wydawało mi się równie atrakcyjne i zachwycające :)


A to kartuszowe okna całe w ażurowych balaskach,

 
a to rzeżba ławek,

 
czy miedziana kropielnica przy wejściu! Normalny szał :)))


I tylko stadko koników pasących sie nieopodal kościoła nie podzielało mojego miotania się po okolicy tylko stoicko skubało tą ostatnią trawkę w sezonie :))))


Dobrego nastroju na nadchodzący weekend :)

4 komentarze:

  1. Kropielnica - piękna! :)

    akasza2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no! dlatego ją tam przyspawali, bo kazdy by mógł wyjść z nią w ręku ;)

      Usuń
  2. Na pierwszy rzut oka trochę mi to przypomina kościół w Owińskach. Epoka ta sama i zdobienia bardzo podobne , bryła budynku trochę też ale ten w Owińskach bardziej pękaty. No i na liście Unesco nie jest. Zdjęcia piękne .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Onyks, w Owińskach nie byłam...

      Usuń